"Inżynieria dróg wodnych na Politechnice Krakowskiej to nowa specjalność, która powstała, mimo że polska żegluga śródlądowa praktycznie nie istnieje. W 2015 r. udział transportu wodnego w naszym rynku przewozów wyniósł zaledwie 0,4 proc. Czy jest szansa na zmianę?" - rozmowa dziennikarza Gazety Wyborczej z dr hab.inż. Stanisławem M. Rybickim, Dziekanem Wydziału Inżynierii Środowiska Politechniki Krakowskiej.

 

 

"Krzysztof Story: Zatłoczone porty miejskie, setki barek rzecznych - to już przeszłość.

Stanisław Rybicki: Racja. Wie pan, kiedy zbudowano w Polsce ostatnią jednostkę rzeczną z własnym napędem? 38 lat temu. To dane z raportu Głównego Urzędu Statystycznego. Najmłodsza polska barka ma już prawie 40 lat.

I w takim momencie Politechnika Krakowska otwiera nowy kierunek. Dlaczego?

– Bo mamy o co dbać i mamy perspektywy rozwoju. Drogi wodne są jak piramidy: buduje się je bardzo długo, koszty są ogromne, ale jeśli się o nie dba, służą latami.

Tu, w Małopolsce, mamy bardzo starannie wybudowany fragment między Śląskiem a aglomeracją krakowską. Przez lata łączył kopalnie z kombinatem w Nowej Hucie. Poniżej Krakowa, na terenie mniej regulowanym, jest elektrownia w Połańcu, która była projektowana pod transport wodny węgla.

Z którego prawie nikt nie korzysta – 90 proc. transportu wodnego odbywa się na Odrze.

– Niedawno przejechałem od Krakowa w górę Wisły i wie pan, co zobaczyłem? Większość obiektów już dawno nie pamięta swojej młodości. Mamy przestarzałe śluzy, zaniedbane system przeładunkowe. Smutno się robi staremu inżynierowi, bo wiem, że małym kosztem można by z tego korzystać długie lata. Chodzi nam o rewitalizację tego, co jest. Widzimy, jak niewiele trzeba. A boję się, że jeszcze trochę takiej stagnacji i stracimy pewne rzeczy na zawsze. Dlatego chcemy wpuścić świeżą krew, wykształcić nowych fachowców.

Inżynieria dróg wodnych będzie osobnym kierunkiem?

– Nie. Studenci budownictwa na II stopniu będą mogli wybrać ją jako specjalizację. Nasi absolwenci bez budowy dróg wodnych nie zostaną na lodzie. Bo pan się boi, że my ich wypuścimy w próżnię. To jest system specjalności, oni uzyskają pełne wykształcenie inżynierów budownictwa wodnego. Będą mogli projektować i wykonywać jazy, zbiorniki, systemy odprowadzania wód deszczowych. Rozwiążą wszystkie typowe problemy na linii woda – człowiek, ale będą się specjalizować w konkretnej dziedzinie. W dzisiejszej Polsce to będzie wykształcenie unikatowe.

Czym wyróżnia się program studiów?

– Więcej zajęć na obiektach, więcej praktyki. I staże, które odbędą w jednostkach zarządzających wodami. Przykładem niech będzie Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej. Przede wszystkim będą mieli zajęcia z ludźmi, którzy zawiozą ich na obiekt i pokażą: „To moje”. Moja zapora, mój jaz. Rzemiosła będzie ich uczył specjalista – jak szewc, który potrafi pokazać piękne buty i powiedzieć: „Ja je uszyłem”. Przykładam do tego bardzo dużą wagę.

Nie boi się pan, że mimo to trafią w próżnię? Że rynek pracy ich nie przyjmie?

– Nie chcę kształcenia masowego. To będzie jedna grupa, maksymalnie 25 osób. Bardzo starannie oszacowaliśmy zapotrzebowanie. Uważam, że ono jest. W 2010 r. w całej Małopolsce było zaledwie 350 inżynierów z uprawnieniami hydrotechnicznymi. Dziś jest ich jeszcze mniej. Od tego czasu Małopolska Okręgowa Izba Inżynierów Budownictwa wydała takie uprawnienia 24 osobom.

Skąd ta zapaść w polskiej żegludze?

– Musielibyśmy się cofnąć o 38 lat.

Do ostatniej barki?

– Do ostatniej barki. Wtedy jeszcze polscy marynarze pływali na Zachód. Ta żegluga była naturalnie wpasowana w wymianę towarową z Niemcami. Dużo o tym czytałem. Ludzie w latach 60., 70. bardzo cenili sobie pracę, w której można było choć trochę wystawić głowę na świat. Sam rozważałem taką karierę. Później przyszedł stan wojenny i wszystko stanęło. Dostęp do świata się skończył, a żegluga odrzańska została zredukowana do wożenia węgla w dół rzeki i popiołu z powrotem. Gospodarka przeżyła załamanie, którego już nigdy potem nie zaleczono.

Ale pływano nadal.

– Tak. Jeszcze na początku lat 90. porty miejskie były silnym organizmem transportowym. Ogromne połacie, setki barek. Tylko że wtedy przestały być modne.

Modne?

– Modne były tylko auta. Ja panu powiem wprost: 28 lat temu wszyscy, nie wyłączając mnie, zachłysnęliśmy się zmianami. Wszędzie jeździłem samochodem, gdzie tylko się dało. Rower mi całkiem zaśniedział. Polska miała wtedy bardzo tani fracht samochodowy. Samochody były tanie, kierowcy pracowali ponad siłę. Powszechne było nastawienie: transport rzeczny nie ma sensu. Auta zaczynały wygrywać z barkami.

System dróg wodnych jest jak program kosmiczny. Bardzo drogi, rezygnując z niego łatwo można zaoszczędzić dużo pieniędzy. Wymaga też olbrzymiej konsekwencji, dlatego niezbędne są tutaj programy centralne. Brak ogólnokrajowej koncepcji powodował, że na szczeblu lokalnym te sprawy lądowały na szarym końcu listy.

Ja wiem, z czym dzisiaj kojarzy się „centralne sterowanie”, ale w tym przypadku jest to niezbędne. Skala jest zbyt duża. Mamy prywatne autostrady, prywatne lotniska. O prywatnych drogach żeglownych nie słyszałem nigdy.

Na to nałożyło się prawo.

– W 1994 r. zmieniono zasady przyznawania uprawnień inżynierom. Zniknęła odrębna specjalność hydrotechniczna. Na żeglugę nie było miejsca ani w gospodarce, ani w edukacji. Powoli zaczęła odchodzić w niepamięć. Efekty widzimy dzisiaj. Mój PESEL zaczyna się na 5 i okazuje się, że jestem jednym z młodszych inżynierów mających takie uprawnienia.

Skąd zatem wziąć wykładowców?

– To jest ostatni dzwonek, kiedy możemy jeszcze zebrać kadrę nauczycieli. Dla mnie jako dziekana to duża motywacja. W wiek emerytalny wchodzą ludzie, którzy uczyli mnie tego zawodu parędziesiąt lat temu. Są związani ze stopniami wodnymi Dwory, Smolice, stopniem Kościuszko – legendą w Krakowie. Ci, których poznałem jako młodych asystentów, są dzisiaj sędziwymi profesorami w ostatnich latach swojej kariery. To ostatni moment, żeby ich ogromną wiedzę podać dalej.

Myśmy po cichu pilnowali, żeby taki przetrwalnik tej wiedzy zostawić. I to jest przetrwalnik naprawdę dobrej próby. Mamy zespół pani profesor Nachlik, dzięki któremu powodzie w 2010 r. nie skończyły się klęską. Jest doktor Krzysztof Radzicki, stypendysta Funduszu na rzecz Nauki Polskiej, doktor Andrzej Wolak, członek zespołu doradczego do spraw żeglugi śródlądowej na obszarze województwa małopolskiego przy wojewodzie małopolskim. Obecnie mamy złożone dwa wnioski do urzędu patentowego na nowatorskie rozwiązania w tej dziedzinie.

Dlaczego studia ruszają właśnie teraz?

– 25 września 2014 r. zmieniło się prawo. Powróciły osobne uprawnienia hydrotechniczne, a my mogliśmy rozwinąć skrzydła. Zmienił się też klimat podejmowania decyzji. 27 lat temu padło hasło: samochody są najlepsze. Nikt go nie analizował, nie przeprowadzał badań. To była doktryna: auta dobre, barki złe. W tej chwili odchodzimy od takiego myślenia. Zaczynamy doceniać różnorodność. Każdy środek ma swoje zalety i ograniczenia. Dopiero połączone dają jeden sprawny system transportowy.

Jakie zalety ma transport rzeczny?

– W dłuższej perspektywie drogi wodne są tańsze niż autostrady. Poza tym barka o mocy słabej ciężarówki może przewieźć ładunek 30 razy większy. Mniej też obciąża środowisko i myślę, że to powinno być dzisiaj kluczowe. Dojrzało pokolenie, które nie uważa jakości otaczającego go środowiska za fanaberię, ale za wartość absolutnie kluczową.

Ale na przykład w biegu Wisły mamy tereny bezcenne przyrodniczo. Nie zniszczymy tego?

– Nie da się oszukiwać – każda budowa zostawia po sobie ślad. Stopień wodny zmienia stopień natlenienia rzeki, obniża jej zdolność do samoczyszczenia. Ale możemy ten wpływ minimalizować. Dziś umiemy zredukować go na tyle, że przyroda bardzo szybko z nami wygra, okaże się silniejsza od człowieka. Jesteśmy w tym przegrywaniu coraz lepsi. Wystarczy porównać betonowy mur Zalewu Solińskiego z wpasowaną w krajobraz ziemną zaporą tworzącą Jezioro Dobczyckie. W którymś momencie będziemy też musieli wybrać: szlak wodny albo nowa autostrada. Pamiętajmy, że każda droga jest dużo większą ingerencją w środowisko – od krajobrazu po życie ludzi.

14 czerwca 2016 r. Rada Ministrów przyjmuje plan rozwoju dróg wodnych w Polsce z perspektywą do 2030 r. To przykład tej zmiany klimatu?

– Tak. Niektórzy autorzy tego dokumentu pracują w tym budynku. To drogowskaz, mapa rozwoju polskiej żeglugi.

Czego z tej mapy Małopolska potrzebuje najbardziej?

– Musimy stworzyć sprawny, czytelny organizm żeglowny na jakimś odcinku. Pokazać, że się da. Myślę, że pierwszym krokiem jest sprawna, ekonomiczna żegluga między Śląskiem a Krakowem. To mały krok, ale konieczny. Bo niezależnie, czy mówimy o nastawieniu społeczeństwa, zgodzie ministra, czy wojewody, zasada jest taka sama. Ludzie chętniej wspierają projekt, kiedy widzą jakiś postęp. Obietnice nie przekonują nikogo.

Według perspektywy do 2030 r. na żeglugę śródlądową rząd przeznaczy 76,8 mld zł. To realne?

– To pytanie do autorów dokumentu. Nie jestem ekonomistą. Jestem naukowcem i zawsze będę wierzył w prymat technologii nad pieniądzem. Ale wiem, że kiedyś minister finansów będzie musiał zdecydować: warto zbudować kolejny pas autostrady czy może lepiej przeprosić się z rzeką?

Jak duże jest zainteresowanie nowymi studiami?

– Spore, ale wszystko zweryfikujemy zimą, podczas rekrutacji. Przyjmujemy tylko kandydatów z tytułem inżyniera budownictwa. To będzie ambitna specjalizacja, zależy nam na studentach z dobrymi dyplomami.

A przedsiębiorcy? Czy transport rzeczny będzie im się opłacał?

– Przeprowadziliśmy już kilka rozmów, są zainteresowani. Ale ja bym odwrócił pytanie. Dlaczego miałby się nie opłacać? Opłaca się Niemcom, Holendrom i Węgrom. Dlaczego nie nam?

Jaka jest gwarancja, że absolwenci nowego kierunku nie wyjadą tam, gdzie już się opłaca?

– Żadnej gwarancji nie ma. Istotą szkolnictwa jest to, że my, społeczeństwo, kształcimy młodych ludzi, żeby jak najlepiej wykorzystywali swoje szanse. To może jest niepopularne, ale dla mnie drugorzędną sprawą jest to, gdzie je wykorzystają. Nie można ograniczać młodych ludzi. Chcemy, żeby nasi studenci wyjeżdżali za granicę, uczyli się od innych. W tym roku mieliśmy w programie Erasmus+ więcej ofert niż chętnych. Globalizacja dotyczy także uczelni i nie chcę od tego uciekać. Uważam jednak, że ci fachowcy będą nam potrzebni i znajdą tutaj pracę. Jeśli się mylę, to znaczy, że po prostu sobie na nich nie zasłużyliśmy.

A gwarancja na powrót polskiego transportu rzecznego?

– Nie obiecuję Świętego Graala. Nie obiecuję bizantyjskich kanałów przez cały kraj. Ale zapadają dzisiaj decyzje, żeby jednak do żeglugi śródlądowej wracać. Będziemy stawiać pierwsze kroki. Żegluga między Śląskiem a Krakowem wydaje się dobrym celem. Modernizacja obiektów, stworzenie stabilnego systemu. Nie ma gwarancji sukcesu. Ale jednego jestem pewien – bez doświadczonych fachowców nie uda się na pewno."

 

Całość rozmowy dostępna TUTAJ.



data publikacji: 03.11.2017 r. przez: Monika Piaskowska, 347 odsłon



      




Nasze kierunki
BUDOWNICTWO



INŻYNIERIA ŚRODOWISKA


GOSPODARKA PRZESTRZENNA


ODNAWIALNE ŹRÓDŁA ENERGII I INFRASTRUKTURA KOMUNALNA


Kontakt

DZIEKANAT WYDZIAŁU
INŻYNIERII ŚRODOWISKA
E-mail: s-0@wis.pk.edu.pl
Godziny otwarcia: 10:00-13:00
codziennie poza czwartkiem

studia stacjonarne
inżynieria środowiska: pok. 329,
tel. 12 628 2095
budownictwo: pok. 332,
tel. 12 628 2097
gospodarka przestrzenna: pok. 328,
tel. 12 628 2805
OZE i infrastruktura
komunalna: pok. 332,
tel. 12 628 2095

 

studia niestacjonarne
wszystkie kierunki: pok. 328,
tel. 12 628 2805
dodatkowo czynne w soboty
w godz. 9:00-14:00

pomoc materialna, stypendia,
sprawy socjalne:
pok. 332, tel. 12 628 2097

odbiór dyplomów, st. III stopnia:
pok. 326, tel: 12 628 2801
w godz. 13:00-15:00
 

ADMINISTRACJA WYDZIAŁU
INŻYNIERII ŚRODOWISKA

Dziekan
pok. 325, tel: 12 628 3082

Sekretariat
tel: 12 628 2801, faks: 12 628 3080
pok. 326

Kierownik Dziekanatu
pok. 326, tel: 12 628 3081

 

Kierownik Administracyjny Wydziału
pok. 302, tel. 12 628 2890

Dziennik Podawczy
pok. 301, tel. 12 628 2040

Instytut Inżynierii i Gospodarki Wodnej (Ś-1)
tel./faks: 12 628 2041
tel. wewn.: 2810
e-mail: sekretariat@iigw.pl
www: http://www.iigw.pl
Instytut Geotechniki (Ś-2)
tel./faks: 12 628 2866
tel. wewn.: 2820, 2866
e-mail:
sekretariat@geotechnika.pk.edu.pl
www: http://geotechnika.pk.edu.pl/
Instytut Zaopatrzenia w Wodę i Ochrony Środowiska (Ś-3)
tel./faks: 12 628 2042
tel. wewn.: 2830
e-mail: s-3@institute.pk.edu.pl
www: http://vistula.wis.pk.edu.pl/
Instytut Inżynierii Cieplnej i Ochrony Powietrza (Ś-4)
tel./faks: 12 628 2048
tel. wewn.: 2896
e-mail: s-4@institute.pk.edu.pl
www: http://www.wis.pk.edu.pl/s-4/
 

Instytut Inżynierii
i Gospodarki Wodnej (Ś-1)
Instytut Geotechniki (Ś-2)
Instytut Zaopatrzenia w Wodę
i Ochrony Środowiska (Ś-3)
Instytut Inżynierii Cieplnej
i Ochrony Powietrza (Ś-4)
©2017 Wydział Inżynierii Środowiska All Rights Reserved
Aktualności    Mapa Strony    Media    Kontakt